obudzono mnie raz w nocy
plastikowy worek zarzucony na ciało
kłótnie o to gdzie zakopać trupa
jestem osamotniony
wrzucony w szalejące fale
i nagle stoję w białym świetle półnagi
dzieci patrzą z otwartymi ustami
ma moje okaleczone członki
w swej miłości wyczuwam chaos
a ja przecież nawet nie wiem kim jestem
ramiona pokryte czułością
skrzydła gołębie roztrzaskane o skały
ukrywane łzy niecierpliwie otarte
dłońmi całymi we krwi i błocie
stworzenie zaprzedane tym co są źli
staram się wyobrazić sobie
maniery którymi winienem się wykazać
chciałbym rozkwitać
w zamian zastygnę
zatopię się sam w sobie
zmuszą mnie bym cierpiał posród upiornych cieni
jednak wciąż
nie ma tu dla mnie miejsca
nie ma tu dla mnie miejsca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz