piąty. od razu.


idę drogą. drzewa - martwe. droga - brudna. ludzie - szara nieistotna masa. ja - przezroczysta. moja rzeczywistość. od lat włączona na autopilota. żyję, ale nie przeżywam. doznania ulotne tak bardzo, że aż nierealne. doświadczenia tak nikłe, że nie zostawiają najmniejszego śladu w pamięci. tylko głowa. mój prywatny, nieopisywalny świat. jedyne miejsce ucieczki. jedyne miejsce gdzie odczuwam chociaż małą namiastkę szczęścia. narkotyk tylko dla mnie. uzależnienie.
i wtedy kiedy po raz nie wiem który podążam jedna z tych wydeptanych od lat dróg, dostrzegam mały, migoczący kształt. "wziąć?". "weź!". wzięłam i mam. mam radość i nie puszczę, bo wiem jak teraz chcę. a chcę bardzo być jak moja radość. migocząca pośród szarej masy. wtedy i mnie ktoś podniesie...



(mały wtręt: jak się człowiek wkręci to trudno jest zapanować nad chęcią ciągłego pomnażania. zero systematyczności. po chuju to...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz